Szybka pobudka, obfite śniadanie i można było pędzić do centrum Leverkusen na specjalny Fan Zug do Hamburga. Dworzec tonął już w czarno-czerwonych barwach, pośród których trzeba było znaleźć pozostałych trzech członków Fan Clubu, czyli Matiego, Kasię i Elę oraz Konrada, który także udał się z nami na mecz Bayeru. Szybko ich jednak ujrzeliśmy, a razem z nimi także niezwykle gościnną jak zawsze ekipę Schwarz-Rot-Silesia Fan Club.
Powitanie z Lev - reportaż z Leverkusen, część 1
Po obowiązkowej kontroli i sprawdzeniu biletów, mogliśmy udać się do swojego wagonu nr 4. O komforcie jazdy, jaki panuje w niemieckich kolejach, nie muszę opowiadać. Myślę jednak, że nie ma nic piękniejszego dla kibica, gdy wraz z odjazdem pociągu z głośników zaczyna rozbrzmiewać hymn Bayeru. Wielką, kibicowską imprezę można więc było zacząć.
Oczywiście, jako przybysze z Polski od razu zwróciliśmy uwagę miejscowych kibiców, z którymi raz za razem wymienialiśmy się vlepkami, przyjmując wyrazy szacunku, a także odpowiadając na standardowe pytania dotyczące m.in. przebytych kilometrów za Bayerem itp.
Dokładnie rok!
W tym miejscu warto zaznaczyć, że dokładnie rok wcześniej, czyli 11 grudnia 2009 roku polski Fan Club (jeszcze nieoficjalny wtedy), udał się w jak na razie największy, pod względem liczby uczestników, wyjazd do Berlina, skąd poza remisem 2:2, przywieźliśmy ze sobą fantastyczne wrażenia i świetną integrację, która przetrwała po dziś dzień.
Dokładnie rok później, znów udaliśmy się na mecz wyjazdowy - tym razem cel: Hamburg. Opisywać atmosferę panującą podczas podróży można długo. Myślę, ze niewielu z Was widziało wagon dyskotekowy w pociągu. Przez cztery godziny podróży była w nim jedna, wielka fiesta, gdzie piwo lało się strumieniami, a śpiewom i tańcom nie było końca.
W pociągu można było spotkać także wiele ciekawych osób. Taką na pewno poznał Mati, który spotkał, mieszkającego obecnie w Leverkusen kibica Śląska Wrocław, który zauważył prezesa naszego Fan Clubu podczas jednego z meczów Ekstraklasy, gdy ten był fotoreporterem.
Dla Matiego zresztą ten wyjazd był wyjątkowy, bo był już 26 i ma ich zdecydowanie najwięcej spośród wszystkich członków naszego FanClubu. Jak sam przyznaje, najbardziej udana podróż, to ta do Madrytu, na mecz z Atletico w ramach Ligi Europejskiej. 14 meczów Bayeru ma już za sobą Beata, która tylko w minionym roku była na aż 9 spotkaniach z udziałem „Aptekarzy". Dla niej najbardziej udanym wyjazdem był właśnie grudniowy do Hamburga.

Im bliżej byliśmy Hamburga, tym coraz bardziej na drugi plan schodziła impreza, a najważniejszy już był doping. „Hier regiert der SVB" przewijało się przez każdą mijaną stację kolejową, aż do Hamburg Altona, gdzie wysiedliśmy, by następnie autobusami udać się na stadion Imtech-Arena. Nim jednak znaleźliśmy się w autobusach, w eskorcie policji przemaszerowaliśmy przez perony i dworzec PKP z nieustannym, niesionym przez echo, dopingiem. O vlepkach wspomnę po raz kolejny i ostatni - bo mogę zagwarantować, że pojawiały się w każdym miejscu, gdzie tylko pojawiali się kibice Bayeru.
Sam stadion, już po dotarciu, nie zrobił na nas większego wrażenia. Można powiedzieć, że z zewnątrz bliżej było mu do skansenu, niż do areny Mistrzostw Świata w 2006 roku. Nim dostaliśmy się na trybuny, przeszliśmy przez wyjątkowo ostrą kontrolę. Jej „owocem" był perfum Konrada, który znalazł się w koszu. Ostatecznie jednak, wszyscy chwilę później znaleźliśmy się na trybunach. Tu trzeba docenić już zalety Imtech-Stadion. Dobra widoczność z sektoru gości, ładnie podświetlany dach - to najbardziej dało się zapamiętać z obiektu.
I to wszystko, gdyż im bliżej było pierwszego gwizdka sędziego, tym głośniej było na czarno-czerwonym sektorze. O samym meczu nie ma co się rozpisywać. Bayer zagrał genialne zawody, wygrane 4:2, a euforia po zdobytych bramkach była niesamowita. Tak samo, jak wspólne świętowanie z zawodnikami po meczu. Tu ukłony w stronę Manuela Friedricha, który nawet podczas wywiadu dla telewizji nie zapominał o wymagających fanach. Wspólnie z Fan Clubem stwierdziliśmy, że pod względem dopingu, był to świetny wyjazd, z którego zapamiętać najbardziej można godzinną imprezę na trybunach po meczu, na niemal już pustym stadionie. Ten zwyczaj, jak i kilka nowych, świetnych przyśpiewek, już przenieśliśmy na nasze wspólne oglądanie niedawnego meczu z BVB.
Wizyta w Pauli
Szczęśliwi ze zwycięstwa, ze zdartymi gardłami, mając kilka godzin wolnego do czasu odjazdu pociągu, postanowiliśmy udać się do centrum Hamburga. Wydawało nam się, że udają się tam wszyscy fani Bayeru, więc wielkie było nasze zdziwienie, gdy po wyjściu z peronu zobaczyliśmy miliony różowych świateł, zmieszanych z niemałym syfem. No cóż - wylądowaliśmy w Pauli. W tej jakże specyficznej dzielnicy Hamburga, mogliśmy chodzić z podniesioną głową, gdyż pokonaliśmy lokalnego rywala St. Pauli. Spacer jedną z ulic utkwi w naszej pamięci pewnie na długo.
Ruszać się stamtąd jednak szybko nie zamierzaliśmy, gdyż zwyczajnie zgłodnieliśmy. Sukcesem okazało się znalezienie „normalnej" restauracji, wśród tych wielu rozmaitości, czyhających na ulicy. Pizza (odwrotnie proporcjonalna do podanych rozmiarów - tak stwierdził nasz ekspert), szybko wylądowała w głodnych żołądkach i skupić mogliśmy się na obserwowaniu zwycięskiego meczu Borussii Dortmund z Werderem. Po wyjściu z restauracji i powrocie do wszechogarniającej, różowej krainy, nowy-stały punkt programu, czyli lody w McDonaldzie.
Następnie, postanowiliśmy udać się do pierwotnego celu tej tułaczki - czyli centrum Hamburga. I wcale nie zrobiły na nas wielkiego wrażenia buty za kilka tysięcy Euro, czy zegarek za kilkadziesiąt tysięcy plików europejskiej waluty. Fakt faktem, centrum mogło się jednak spodobać. Kilka Weihnachtsmarktów, wielka świąteczna choinka, czy atmosfera włoskiej Wenecji nad rzeką Łabą, przypadła nam do gustu i pozwoliła miło spędzić szybko upływający czas, który zmusił nas w końcu do powrotu na Hamburg Altona, gdzie z resztą kibiców Bayeru czekaliśmy na przyjazd pociągu.
Trzy punkty wracają do Lev!
W drodze powrotnej właściwie bez zmian. W pociągu wciąż trwała wielka impreza - no ale wracaliśmy w końcu do Leverkusen z trzema punktami. Poza tym, udało nam się jeszcze poznać kolejne osoby z Polski, mieszkające w Leverkusen, w dodatku kojarzące i ceniące nasz portal.
Długi dzień powoli się kończył. Mimo zmęczenia, niektórzy potrafili w trakcie snu pokonać grawitację, „rodowity Ślązak" odśpiewał „Wodzionkę", a „Morgan Freeman" wciąż marzył o swoim pierwszym razie. Próby podtrzymania miłosnych relacji poprzez sms i piernik, z tego co udało się dowiedzieć naszemu portalowi, ostatecznie spełzły na niczym - więc trzeba „jarać się" na nowo.
Słowem wyjaśnienia - wiem, że ten akapit brzmi bezsensownie, ale Ci co mają zrozumieć, z pewnością zrozumieją. Intryguje? Najwyższa pora, by jak najlepiej poznać większość członków FanClubu. Ci dotarli pociągiem do Leverkusen około czwartej nad ranem. Trzy punkty dosłownie powędrowały jeszcze na BayArenę i można było kłaść się spać. Aktywnych dni z Bayerem ciągle bowiem przybywało. O nich, już niedługo, w kolejnej części reportażu.
Martin Huć
Data: środa, 19 styczeń 2011; 01:20; Źródło: ---
Autor: martinbm
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
| 1. | Borussia Dortmund | 34 | 81 |
| 2. | Bayern Monachium | 34 | 73 |
| 3. | FC Schalke 04 | 34 | 64 |
| 4. | Bor. Mönchengladbach | 34 | 60 |
| 5. | Bayer 04 Leverkusen | 34 | 54 |
| 1. | Stefan Kiessling | 16 |
| 2. | Andre Schurrle | 7 |
| 3. | Eren Derdiyok | 7 |
| 4. | Sidney Sam | 4 |
| 5. | Lars Bender | 4 |
Komentarze użytkowników
panda60
no cóż, był to wspaniały wyjazd ..nie licząc drogi powrotnej...w śnieżycy i mrozie... ale co to dla twardzieli z Polski..pozdrawiam wszystkich :)
Aptekarz
He dobre, końcówka najlepsza :D Tak na marginesie to może na tobie pierścionek za 5 tyś. euro nie zrobił różnicy, ale mi sie bardzo spodobał :D
« poprzednia 1 następna »