Polski Fan Club Bayeru 04 ponownie odwiedził Leverkusen, by towarzyszyć naszym piłkarzom w ostatnich meczach 2010 roku. Na meczu w Hamburgu pojawiło się aż pięciu członków naszego Fan Clubu, a dwoje z nich pozostało w Leverkusen niemal do samych świąt. Do kraju wróciliśmy z wspaniałymi wrażeniami i wieloma anegdotami, o których państwu w kilkuczęściowym reportażu opowiem.
Głową w chmurach
Ja i Beata udaliśmy się do Leverkusen najwcześniej, bo już w czwartek 9 grudnia, przy okazji spełniając marzenie o pierwszym locie samolotem. Nie obyło się bez nerwów, gdyż w dwa dni poprzedzające nasz odlot, większość lotów z lotniska w Pyrzowicach (swoją drogą bardzo ładne lotnisko, co mnie zaskoczyło) była odwoływana. Szczęście jednak się do nas uśmiechnęło i już około 12.30, po blisko dwugodzinnym locie, byliśmy na lotnisku w Koln. Jak najszybciej uciec z tego miasta do Leverkusen? Myślę, że nikt z Was w tej chwili nie pomyślał o autostopie. Po wyjściu z lotniska spostrzegliśmy jednak, jeden z nielicznych samochodów o przyjaznej rejestracji „Lev", przy okazji poznając pasażera lecącego z nami z Polski. Tak więc już po chwili, znaleźliśmy się na autostradzie wiodącej do Leverkusen, jadąc z rodakami. Troszkę nas szczęście opuściło, gdyż pan zaskoczył ceną za przejazd, ale i tak byliśmy w pełni zadowoleni, że mogliśmy wreszcie oddychać „aptekarskim" powietrzem, napawając się po raz pierwszy w ciągu tych dwóch tygodni widokiem BayAreny.
Drugiego dnia, mogliśmy już zobaczyć trening piłkarzy Bayeru, którym przyszło ćwiczyć w ciężkich warunkach, gdyż w Niemczech, podobnie jak wtedy Polsce, panowała już ostra zima. Trening jednak się odbył. Początkowo piłkarze rozgrzewali się na boiskach treningowych, gdzie odgarnięto ze śniegu niewielki kawałek murawy. Miało to jednak swój cel, gdyż po kilkunastu minutach rozgrzewki pod okiem Petera Hermanna, nasi zawodnicy przeszli na nowo wybudowany obiekt Ulricha-Haberlanda, gdzie w doskonałych warunkach mogli trenować przede wszystkim dośrodkowania i akcje odskrzydlające. Ja sam już zastanawiałem się wtedy, czy te akcje znajdą swoje zastosowanie w meczu z HSV i jak się okazało dzień później, bramka Renato Augusto padła właśnie po ćwiczonej kombinacji z Gonzalo Castro. My jeszcze przywitaliśmy się z Tomaszem Bobelem, który nie krył „satysfakcji", że znów nas widzi i udaliśmy się do centrum miasta.
„Kozy, sprzedam kozy"
Po treningu więc jeszcze małe zwiedzanie Leverkusen z cudownym chrześniakiem Beaty Pascalem, obowiązkowo z odwiedzinami Fan Shopu Bayeru. Oczywiście w oko wpadało większość rzeczy, np. czapki, które bardzo często można było zauważyć gdzieś na mieście, bo były z pewnością hitem tej zimy w „Lev". Z Fan Shopem wiąże się zresztą ciekawa historia, gdyż w tym miejscu pojawił się fan naszego największego rywala z Kolonii i zapytał o to, czy może nabyć akcesoria swojej drużyny. Nie powiem, że gdy się o tym dowiedziałem, to wywołało to we mnie salwę śmiechu. Do śmiechu nie było mi już, gdy innym razem w Galerii Kaufhof zauważyłem, że dosyć spore stoisko jest obłożone pamiątkami 1. FC Koln.
Czas jednak mijał, a na drugi dzień szybka pobudka i mogła zacząć się fantastyczna wyprawa specjalnym pociągiem do Hamburga z resztą naszego Fan Clubu na mecz, który jak się później okazało, będziemy jeszcze długo wspominać. O tym jednak w kolejnej części, już na dniach.
Martin Huć
Data: piątek, 14 styczeń 2011; 10:27; Źródło: ---
Autor: martinbm
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
| 1. | Borussia Dortmund | 34 | 81 |
| 2. | Bayern Monachium | 34 | 73 |
| 3. | FC Schalke 04 | 34 | 64 |
| 4. | Bor. Mönchengladbach | 34 | 60 |
| 5. | Bayer 04 Leverkusen | 34 | 54 |
| 1. | Stefan Kiessling | 16 |
| 2. | Andre Schurrle | 7 |
| 3. | Eren Derdiyok | 7 |
| 4. | Sidney Sam | 4 |
| 5. | Lars Bender | 4 |
Brak komentarzy